|
|
| |
 |
| |
|
EMO
|
Z przerażeniem obserwuję dziwną
fascynację młodzieży Hamletem i
Werterem.
Tak sobie wolę tłumaczyć
zataczającą coraz szersze kręgi
subkulturę "emo".
Bo w większości to nie ma nic
wspólnego z tym, czym było to
pierwotnie ( emo = emotional ).
No, więc niech ma z literaturą.
Wiadomo dlaczego Werter.
Strzelił sobie w głowę dlatego,
że nie umiał żyć w
społeczeństwie, kochał uczucie
miłości a nie kobietę,
musiał mieć zawsze jakiś powód
do "defienia się".
Oczywiste jest więc, że
piętnastolatki zakochane
platoniczną miłością w koledze z
klasy wyżej
znajdują w nim bratnia duszę.
Zakładając, że czytają. Sprawa
komplikuje się przy Hamlecie.
Dlatego, bo zadawanie
jakichkolwiek pytań wprowadza
pewnego rodzaju komplikacje i "rozkminy".
A pytanie "być czy nie być"
chyba nie wymaga komentarza.
Jeśli potencjalny Emo Człowiek
odpowie sobie jakimś cudem, że
lepiej być, zadaje sobie
następne,
np. "być czy mieć".
Jasne jest, że jeśli masz to
jesteś. I tak analogicznie
dochodzi się później do pytań,
których większość ludzi NIE
ROZUMIE. Ciąć się czy nie ciąć?
Pić czy palić?
Grzywka ma wystarczający skos
czy nie?
A odrosty?
Czy mama kupiła płyn do prania
czarnych ciuchów?
Nie, ja nie twierdzę, że
zadawanie pytań jest złe.
Świadczy to o jakimś poziomie
inteligencji i abstrakcyjnym
myśleniu.
Tyle, że czarno/blond-różowi
ludzie w trampkach odpowiadają
zawsze tak, żeby móc zamknąć się
w pokoju, wziąć poduszkę, usiąść
w kącie i płakać.
A później nie mogą spać, bo
poduszka jest mokra... i koło
się zamyka.
Fenomen. Bo przecież nikt nie
mówił, że będzie łatwo i różowo.
|
| |
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
|
tekst:
Joanna Glica |
|
|