|
Zakładam, że skoro mamy wiosnę,
na pewno jakaś część z was
znalazła swoją drugą połówkę
jabłka/pomarańczy. (Zwiększył
się import?)
Przyznacie więc, że
sam fakt poszukiwań i akt
znalezienia są niczym w
porównaniu z tym,
co dzieje się teraz.
Wspinasz się na intelektualne
wyżyny rozwijając umiejętności
dyplomacji, osiągasz skillsy
opanowania zgłębiając trudną
sztukę kompromisu i gubisz przy
tym levele asertywności. A kiedy
Twój Ideał przypadkowo sięgnie
bruku, cierpliwie go podnosisz i
znowu stawiasz na piedestał.
Bywa ciężko, nieprawdaż?
A gorzej jest wtedy, kiedy Ktoś
i tak tego wszystkiego nie
docenia. Ty też nie.
I pomimo największych chęci nie
rozumiesz i nie wiesz, o co
właściwie chodzi. Niby
nieistotne, ale…
Pojawia się wtedy pytanie: „Jak
ją/jego rozgryźć?”
Bądź, co bądź, to Twój partner i
wszystko zależy od tego gdzie
chcesz gryźć.
I jak.
Gdzie i jak gryźć chcąc zranić,
gdzie żeby rozgryźć, a gdzie
żeby dać rozkosz?
Gryzienie samo w sobie kojarzy
się z agresją. Ale może też z
czułością… Bo czułość ma zęby.
O ile umie się z nich
korzystać, o ile ma się ich
świadomość.
Dorosły pies gryzie, żeby zadać
ból. Mały szczeniak gryzie, bo
nie wie, że sprawia ból.
To przychodzi z czasem.
Niewielkie skutki szczeniackiej
nieświadomości nie są groźne,
nie powodują wykrwawienia, nie
wymagają zszywania. Gorzej z
tymi większymi…
Do dzieła.
Mam tylko cichą nadzieję, że
ulice nie zaroją się od ludzi
pozbawionych różnych fragmentów
ciała.
Za dużo czułości i rozkminiania
prowadzą na przykład do utraty
głowy.
tekst:
Joanna Glica |