|
Państwowe Koleje Przyjemności
Nie od dziś narzekamy na PKP.
Wszystko jest źle – brudno, mało
komfortowo, drogo, opóźnienia i
jeszcze te dworce... Perspektywa
podróży pociągiem przyprawia nas
o mdłości, przetransportowanie
się z punktu A do B to istna
katorga.
Zaskoczę Was – dla mnie PKP
to Państwowe Koleje
Przyjemności. Wszystko dzięki
mojemu feryjno-zimowemu
wyjazdowi do
kujawsko-pomorskiego. Kraków –
Toruń. 8 godzin w pociągu bez
przesiadki. I co?
Bosko! Sęk w tym, aby
wpasować się w klimat. Warunków
jest kilka: trzeba być samemu w
przedziale, ewentualnie z osobą,
którą się toleruje. Po drugie
niezbędny jest odtwarzacz MP3
albo telefon z wbudowanym
walkmanem;) Muzyka musi być
oczywiście dopasowana do
nastroju, prędkości jazdy oraz
tematyki naszych rozmyślań.
No i nareszcie niezbędny
gadżet – wyobraźnia. Mało kto z
nas ją docenia, ale prawda jest
taka – to wyobraźnia czyni nas
ludźmi. Dzięki niej możemy
wykreować wszystko. Część
naszych myślowych tworów da się
zmaterializować, zdecydowaną
większość jednak nie. To nic.
Sam akt imaginowania może być
źródłem niesamowitej
przyjemności.
Wracając do głównego wątku:
mamy zajęte miejsce, przedział
klasy 2. Nogi wygodnie
wyciągnięte na siedzeniu
naprzeciwko. Pod głową
nieśmiertelny jasiek, w uszach
słuchawki, w ręku termos z mocno
słodzoną kawą, bądź w przypadku
osób będących miłośnikami życia
w stylu „extreme” – puszka
zmrożonego Mountain Yeti Dew.
Czas określić kierunek
przemyśleń. Gorąco polecam
mieszanką motywów muzyczno -
filmowych. Nie muszą od początku
do końca być analogiczne,
wystarczy, żeby miały jakiś
wspólny punkt.
Wypróbowany zestaw: Bob
Marley i „Stalker” Tarkovsky’ego.
Temat przewodni –wolność.
Mentalna oczywiście.
Pomyślicie sobie – co ma
wspólnego jamajska legenda
reggae z radzieckim filmem
science - fiction ?
A właśnie, że ma. I to sporo.
Muzyka Marleya umożliwia
chill out na 5 biegu. Kołyszące
rytmy i pozornie proste teksty
posiadające jednak drugie i
trzecie dno wprowadzają nas w
idealny nastrój do myślenia o
wolności i sensie życia.
Sens życia. Tu kłania się „Stalker”.
Idealnie zresztą pasujący do
pociągu. Szczególnie jedna
scena, którą oglądałam
szesnaście razy. A może
osiemnaście ?
Trzej dorośli mężczyźni siedzą
na niewielkim wózku, który wolno
toczy się po torach kolejowych.
Wjeżdżają do Zony – strefy
zamieszkałej w niedawnej
przeszłości przez przybyszów z
innej planety. Teraz Zona jest
wymarła, opustoszała,
zawładnięta żywiołem natury.
Rzadko kto po wkroczeniu do
niej, wychodzi bez poważnego
uszczerbku na zdrowiu.
Najczęściej zostaje w niej po
prostu na zawsze. I pewnym jest,
że nie zajmuje się
zwiedzaniem... Ale wśród trzech
śmiałków jest tytułowy Stalker –
wybraniec, kochanek Zony,
który wie, jak nie dać się jej
strawić. Mężczyźni chcą odbyć
swą wędrówkę po zakazanej
strefie,
aby dowiedzieć się wszystkiego o
sobie – swoich słabościach,
marzeniach, przeznaczeniu.
Trzej mężczyźni. Tory.
Cisza – tylko stukot kół wózka
po torach. Dokoła zielona
dżungla drzew i kilkumetrowych
traw. Wszystko w sepii.
Wagon PKP. Pusty przedział.
Ten sam stukot kół leniwie
toczących się po torach. Za
szybą Śląsk.
Ponury, dziki, melancholijny.
Nakładający się obraz Zony.
Muzyka. Myśli.
Brudna szyba, charczący węzeł
radiowy, nie dające się wyłączyć
ogrzewanie, otwierające się przy
każdym hamowaniu drzwi
przedziału – nas już tam nie ma.
|