|
- Wiesz, za*** jesteś z ryja…
- To z***, że Ci się podobam.
Fragment autentycznego dialogu
zasłyszanego w tramwaju. Co
gorsza, ten dialog to nie jest
jakiś wyjątek…
Jakaś para. Pan w obuwiu i
stroju sportowym, pani – ciężko
określić wiek- w pełnym makijażu
i chyba po kolejnej wizycie w
solarium. Na oko lat 16. I
właśnie pan wyznał pani, że
bardzo mu się podoba. Dramat?
Podobno język jest sekretnym
kodem miłości. Pokaż swój język,
a zobaczę, kim jesteś, a nawet,
z kim się spotykasz. Nie, nie
mam na myśli języka jako organu
ustnego, a język jako narzędzie
komunikacji.
Tą komunikację ułatwiły nam smsy,
maile, gg. Można zerwać z kimś
przez smsa, można napisać jakąś
bzdurę i kliknąć „send” do
wszystkich, których mamy w
skrzynce mailowej. Można
rozmawiać o uczuciach albo
pokłócić się z kimś za
pośrednictwem gg. Bo opis nie
taki, bo nie odpisał przez 3
minuty albo poszedł sobie bez
pożegnania. Koszmar. Dzikie
wysypiska śmieci zrobione na
kartach sim i dyskach twardych.
Za to też powinna być grzywna.
To wszystko zabija naszą
wrażliwość, słownictwo, a w
końcu nas samych. Myślimy o
świecie językiem, jakim mówimy.
A my myślimy językiem skrótów,
językiem Internetu. Za
kilkadziesiąt lat dzieci w
szkole nie będą czytać
pamiętników tylko blogi,
ewentualnie smsy, bo nikt nie
napisze „nic normalnego”.
I przez to wszystko stajemy się
analfabetami, nie umiemy mówić o
uczuciach, bo nie znamy pojęć
pięknych. A kiedy już się
staramy wychodzi to przerysowane
i na siłę. Stajemy się więc
karykaturami zakochanych.
Chodzimy na randki do galerii,
kupujemy w kinie największy
popcorn, siedząc obok siebie
piszemy smsy. Kult miłości to
także kult słowa.
Język językowi nierówny, ale nie
chodzi o to, żeby być kolejną
Jasnorzewską czy Miłoszem,
chodzi o to, żeby umieć mówić.
Zadzwoń, spotkaj się zamiast
wysłać kolejnego esa z emotkami.
Zobaczysz wtedy ile umiesz
jeszcze powiedzieć, albo ile już
nie.
|