|
Obserwując otaczającą mnie
rzeczywistość muszę z
przykrością stwierdzić, że w
zastraszającym tempie szerzy się
wśród nas kolejna choroba
cywilizacyjna – brak optymizmu.
Szczególnie silnie dociera
do mnie ten fakt na ulicy.
Przechodzień. Pomijam to, że od
pewnego czasu powinna
funkcjonować nazwa „przebiegacz”.
Dzisiaj człowiek już nie
przechadza się po chodniku, lecz
biega.
Spójrzmy na twarz naszego
przechodnia – smutek,
rozkojarzenie, zmartwienie,
stres, strach – oto, co się na
niej maluje. W takich chwilach
naprawdę wolę żyć w epoce
kamienia łupanego...
Powiecie, że to nic
dziwnego, że podążając do pracy
lub szkoły mamy ponure miny, bo
przecież żaden normalny człowiek
nie chodzi po ulicy z bananem na
twarzy ukazując całemu światu,
co dziś potrafi stomatologia.
Bardzo by mnie to rozczarowało,
gdybyście tak powiedzieli.
Bowiem moje osobiste obserwacje
w terenie dowiodły, że jeden
nienormalny człowiek z
uśmiechowym bananem wywołuje
reakcję łańcuchową.
Wchodzi do sklepu,
promiennie uśmiecha się do
ekspedientki, której
błyskawicznie udziela się
pogodny nastrój. Następnie nasz
wesołek kupuje bilet tramwajowy
w pobliskim kiosku oraz udziela
komuś porady, jak dojść do groty
Smoka Wawelskiego.
Jeden optymista zaraża
trzech delikwentów. Trzej
zarażają dziewięciu, a
dziewięciu zaraża dwudziestu
siedmiu. Czysta matematyka.
Czysty optymizm.
Nie będę udawać, że nie
widzę ludzkich problemów. Widzę.
I doskonale rozumiem, że ktoś
nie jest w stanie się uśmiechnąć
i myśleć o tym, co przyjemne.
Ale pesymista ma to do siebie,
że denerwują go optymiści.
Przykład: kilka dni temu
jechałam autobusem. Niedaleko
mnie stała grupka studentów, ok.
pięciu. Śmiali się i planowali
zbliżający się wieczór pełen
rozrywek. Nie zachowywali się
bardzo głośno, ale widać było,
że ich wesołość drażni
niektórych pasażerów autobusu.
Mało brakowało, aby ktoś uciszył
beztroskich żaków. Paranoja.
Dosyć! Kalendarze krzyczą,
że to już wiosna, więc mamy
dodatkowy czynnik motywujący,
aby być radosnym i dawać radość
innym. Nie warto martwic się
dniem jutrzejszym, bo wcale nie
wiemy, czy go dożyjemy. Tu także
dostrzegam pozytywną stronę
sytuacji.
Żyjmy według słów piosenki z
kabaretu Monty’ego Pythona „Always
look on the bright side of life”
i pozwólmy naszym bananom,
schowanym starannie na dnie
kieszeni, ujrzeć światło
dzienne.
|