Co za tym idzie, jeśli ktoś był dziś w jakimś hipermarkecie, bo
myślał, że sobie spokojnie zrobi
w niedziele zakupy - niech przyjmie
ode mnie serdeczne kondolencje.
Irak, Afganistan, Nagasaki i Sajgon
razem wzięte nie są w stanie oddać
poziomu agresji
i brutalności jaka wstępuje w ludzi
tuż przed świętami.
Tak, to właśnie w tym czasie, niby rozkwitu miłosierdzia i otwarcia
serc na bliźnich,
ujawniają się poczwary mieszkające w
naszych duszach.
Dość wspomnieć o nerwowości
związanej z przetrzebieniem towarów
nadających się
na uniwersalne prezenty dla obcych
nam krewnych, tłumami wszędzie,
nachalną komercją
(o której napisano i powiedziano już
tyle, że aż żal powtarzać) i
żałosnym chłamem w radiu,
usprawiedliwionym świąteczną
tematyką.
Kiedy jeszcze dodamy do tego spustoszenie w domu, zwane
świątecznymi porządkami,
wszechobecny, gryzący zapach (smród)
pasty do podłogi i rytualny mord
karpia - Boże Narodzenie zaczyna się
jawić jako czas, w którym obowiązują
tylko prymitywne prawa dżungli.
I tak z pewnością wygląda to dla tej małej grupki osób (i oby coraz
mniejszej),
która nie cieszy się ze Świąt Bożego
Narodzenia. Wszystkiego Najlepszego
:)