|
Nie tylko naukowcy od
wieków rozwodzą się nad tematem
człowieka i poszukiwaniem przez
niego tego niezwykłego, trudnego
do zdefiniowana stanu euforii i
zadowolenia.
Ze względu na ludzki
subiektywizm i indywidualizm
niemożliwe jest istnienie
źródła, które dawałoby wszystkim
ludziom szczęście.
Co więcej, trudno mówić o
pojęciu „źródło szczęścia”.
Gdzie ono jest, jak je znaleźć,
czy da się je wyczerpać? Nie da
się odpowiedzieć na żadne z tych
pytań, dlatego bardziej
prawdopodobne jest założenie
istnienia pierwotnego szczęścia
w każdym człowieku. Bez względu
na wiek i płeć, każdy ma w sobie
pokłady szczęścia, które w
trakcie życia są pobudzane przez
impulsy, bądź trwają w uśpieniu.
Dlatego też otoczenie ma ogromny
wpływ na szczęśliwość człowieka.
Zgodzę się z tezami
amerykańskiego psychologa Johna
Watsona: „Szczęście nie zależy
od inteligencji”. Inteligencja
może mieć jedynie wpływ na
rodzaj ludzkich aspiracji i
sposobu dążenia do nich.
Ale dlaczego już poezja i
muzyka nie mogą wyzwalać w
człowieku szczęścia? Oczywiście,
że mogą.
Każdy, w zgodzie ze swoim
charakterem, osobowością często
podświadomie podejmuje
działania, które są impulsami
pobudzającymi jego pokłady
szczęścia. Oczywiście, część
planów nie zostaje zrealizowana
według zamierzeń, ale czy to
całkowicie zniechęcą człowieka
do podejmowania kolejnych prób?
Ktoś może powiedzieć, że
męczennicy celowo i z
premedytacją się
unieszczęśliwiają, ale przecież
umartwianie się zbliża ich do
Boga i ostatecznie prowadzi do
wiecznej szczęśliwości.
Nie da się także
jednoznacznie określić, czy dany
człowiek jest mniej lub bardziej
szczęśliwy. Znów dużą rolę
odgrywa indywidualne podejście
do sprawy. Dla jednej osoby
impulsem dającym według niej
ogromne szczęście, będzie
zdobycie Nagrody Nobla, dla
innej usłyszenie kilku ciepłych
słów od zupełnie obcej osoby.
Nasuwa się jeden wniosek –
sprawy człowieka i szczęścia nie
da się uogólnić
i podsumować statystykami.
Można zapytać o zdanie 100 osób.
Ale co z pozostałymi 6
miliardami?
|