|
Cztery lata temu podobał mi
się pewien chłopak. Był dla mnie
wtedy ideałem. Byłam gotowa
przefarbować włosy na zielono,
żeby tylko chciał ze mną
pogadać. Kiedy przypadkiem
spojrzał na mnie na szkolnym
korytarzu, nieświadomie
pozbawiał mnie snu na następne
trzy noce.
Spotkałam go parę dni
temu. Z przykrością
stwierdziłam, że jest za niski,
ma za bardzo zadarty nos i nie
grzeszy inteligencją...
To zaskakujące i zarazem
zabawne, jak z czasem zmieniają
się nasze preferencje.
Kolejny przykład. Kiedyś
marzyłam o szczupłej sylwetce.
Teraz kiedy moją szafę
wypełniają ubrania w rozmiarze
36, ja stwierdzam, że moja pupa
mogłaby być bardziej w stylu
jenniferowsko - lopezowskim.
Czym więc są nasze ideały?
I czy to adekwatna nazwa dla
czasowych upodobań i zbioru
cech, które w danym momencie są
dla nas najlepsze z możliwych?
Tworzymy sobie ideały
często nieświadomie. Mamy
wyobraźnię i to ona wyręcza nas
w tej uroczej czynności. A
dlaczego się zmieniają? Myślę,
że im bardziej poznajemy samych
siebie, tym wyższe cele sobie
stawiamy i zmieniają się nasze
aspiracje. Aby się zadowolić
potrzebujemy więcej bądź w
lepszej jakości.
Cudownie jest marzyć i
widzieć wszystko piękniejszym
niż jest. Ale nie oszukujmy się.
Nawet najcudowniejszy mężczyzna
będzie rozrzucał skarpetki po
mieszkaniu, a boska sukienka
okaże się źle zszyta i straci
kolor po pierwszym praniu.
Co zrobić? Zrobić tak,
żeby to, co można nazwać wadami,
przestało nimi być. Nie
przyzwyczajać się do życia w
świecie, gdzie nie ma drugiego i
trzeciego podejścia, makijaż
nigdy się nie rozmazuje, a
kwiaty kwitną bez podlewania.
Inaczej przyjdzie nam
spędzić życie w samotności i
ciągłym rozczarowaniu, błąkając
się i szukając, bez końca i znów
od nowa, swoich ideałów.
|