|
Przeraża mnie
popularność programów
pokazujących tańczące,
śpiewające, jeżdżące, tresujące
lwy i tygrysy gwiazdy. Dla mnie
te gwiazdy to konstelacja o
wdzięcznie brzmiącej nazwie
Zapychacz Czasu. Zaraz obok niej
znajduje się Wielka
Niedźwiedzica i Wielki Brat.
Trójkąt Bermudzki, bo kiedy się
wciągniesz sam nie wiesz gdzie
tak naprawdę jesteś i jak się
wydostać.
Może pokój zwierzeń?
Bo wszystko zaczęło się od
Wielkiego Brata. I tak szybko
się nie skończy, bo ponoć trwa
teraz milionowa chyba z kolei
edycja. Chyba nie tylko ja się
zastanawiam, „dlaczego”?
Dlaczego tylu ludzi zgodziło się
tam sprzedać siebie, dać się
zamknąć w domu z ludźmi, których
zupełnie nie znali? Dlaczego
obnażyli siebie i swoją –
niestety- głupotę? Dlaczego
upokorzyli się na oczach
milionów pokazując swoje
słabości i kompleksy? Dlatego,
że chcieli się pokazać. Tylko,
że czasem trzeba mieć co
pokazać… W tej zabawie wzięły
udział jednak dwie strony,
pokazujący i chcący oglądać. To
wszystko odeszło strasznie
daleko od wszystkim znanej
zabawy w chowanego. Teraz bawimy
się w „pokazywanego”. W sumie to
dość ciekawe zjawisko, nawet z
socjologicznego punktu widzenia.
I już chyba w tym tkwi fenomen
tego programu: mało kto był
obojętny. Lepiej żeby mówili
jakkolwiek niż wcale. Dzięki
temu mamy też Dodę, Frytkę i nie
wiem kogo jeszcze. Chwała
Wielkiemu Bratu.
A my wszyscy
oglądając wszystkie takie
programy kuszące wizją samochodu
lub gotówki w zamian za wysłanie
smsa na ulubioną parę, gwiazdę
czy panią/pana, bawimy się w
małych bogów. Mali bogowie co
tydzień zasiadają przed
telewizorem z colą, piwem,
chipsami lub popcornem i
decydują kogo-mówiąc
brutalnie-wywalić. Kogo wrzucić
z powrotem do szarego Hadesu
szarej codzienności. Czekamy aż
ktoś się z kimś pobije, wyzwie,
prześpi. Stajemy się coraz
bardziej wymagający, coraz mniej
nas zadowala. Programy, które
oglądamy dzisiaj pewnie za kilka
lat wydadzą się nudne i
przewidywalne. Pewnie za kilka
lat, aby uzyskać oglądalność
trzeba się będzie pokaleczyć
psychicznie lub fizycznie na
oczach kilku milionów. A później
już do końca dobić siebie.
Jakkolwiek. Dla pośmiertnej
chwały.
Ale i tak fajnie być
czasem bogiem. Najbliższa ku
temu okazja: niedziela
wieczorem.
|