|
Niedawno była
trzecia rocznica śmierci Jana
Pawła II. Te lata minęły w
mgnieniu oka,
pamiętam przecież jeszcze białe
marsze, msze w kościołach i to,
że ci bez kablówki byli niejako
zmuszeni
do oglądania filmów o
Karolu Wojtyle. Pamiętam, że w
mojej miejscowości wszyscy tym
autentycznie żyli
- byłam świadkiem jak jakiś pan
o raczej bardzo marnej opinii
„ochrzanił” dwie śmiejące się
dziewczyny
słowami: „wy się tu cieszycie, a
papież umiera”… nie mówię już o
tym, że następnego dnia ten sam
pan wyszedł na spacer i gdyby
tylko mógł, zostawiłby za sobą
ślad podobny do śladu węża
pełznącego przez pustynię. Lekko
zygzakowaty. Ale to pewnie z
rozpaczy.
Ile mówiło się o
pokoleniu JPII? Ile było
wywiadów z młodymi ludźmi,
którzy z przejęciem mówili
jak
to papież zmienił ich życie, ile
mu zawdzięczają, jak im będzie
brakowało jego słów.
Być może w
jakiejś części była to prawdziwa
prawda, ale za każdym razem,
kiedy coś takiego słyszałam,
zastanawiałam się, czy umieją
wymienić jakąkolwiek jego
encyklikę, przytoczyć treść
kazania.
W większości pewnie
nie.
Taka mała hipokryzja. Ile
było obietnic, że przecież nie
zapomnimy, przecież Wojtyła
wielkim człowiekiem był. Taka
większa hipokryzja, bo
przypominamy sobie o nim w
rocznicę śmierci.
I wtedy
właśnie odżywa wspomnienie.
Akurat w tegoroczną
rocznicę przejeżdżałam
Franciszkańską, obok chyba
najsłynniejszego krakowskiego
okna. I co? Trochę ludzi,
głównie starszych. Zbudowana
jakaś scena,
na której tak
naprawdę nic się nie działo-ale
powiedzmy, że trafiłam na zły
moment. Sporo zapalonych zniczy
i pan, który je sprzedawał i
pewnie dobrze na tym wyszedł.
Można usprawiedliwiać mówiąc,
że
tak to wyglądało bo pogoda
nieciekawa. Deszcz i zimno.
Właśnie, deszcz. Ktoś chyba
przewidział taką pogodę i…zrobił
biało-żółte parasole z
wizerunkiem chyba najbardziej
szanowanego Polaka na świecie.
Naprawdę, kiedy zobaczyłam kilku
takich delikwentów dzierżących z
dumą ten- jakby nie patrzeć-
symbol pamięci- byłam w lekkim
szoku. Zastanawiałam się czy w
przyszłym roku hitem będą kurtki
o takim samym wzorze i w tymże
kolorze. Widziałam nawet, że
ktoś założył na Naszej Klasie
grupę „pokolenie JPII”
i dużo
ludzi się do niej zapisało. Były
nawet gumowe bransoletki „JPII”.
Dla mnie pokolenie
JPII to tylko medialne hasło,
które ładnie, głęboko brzmi i
dobrze się sprzedaje.
Ale niewiele ma wspólnego z
rzeczywistością. Nie mówię, że
nic, bo na pewno jest jakaś
grupa ludzi,
którzy się z tym od
początku do końca utożsamiają.
Nie mam zamiaru pisać o tym, ile
Wojtyła zrobił dla współczesnego
nam świata-każdy może ocenić to
inaczej, jednak chyba niewielu
jest takich,
którzy powiedzą, że
zupełnie nic. Nie mówię, że
każdy powinien znać na wyrywki
jego życiorys i wszystko
co w
jakiś sposób może się z nim
wiązać. Nie mówię, że powinniśmy
znać na pamięć teksty, które
stworzył. Jednak ci, którzy
mówią, że są pokoleniem JPII- a
3 kwietnia liczba deklarujących
się w ten sposób jest naprawdę
duża - powinni mieć chociażby
minimum wiedzy.
Postać Jana Pawła II
to tylko przykład, który
pokazuje bolesną prawdę braku
wzorów, idoli.
Pokazuje, że
zamiast autentycznego kultu
– kogokolwiek lub czegokolwiek -
istnieje tylko jego proteza
kilka razy do roku udająca coś
prawdziwego. |