|
"Kiedyś wierzono, że istnieje
pewien określony model człowieka
i że model ten stanowi prawdziwą
i wystarczającą podstawę do
wskazywania nam, co należy robić
i jak działać.
Dzisiaj ten czynnik, ta pewność
już nie istnieje"
"Zmierzch człowieka” -
Foucaulta
Wszystko zaczęło się kilka
miesięcy temu. Pewien słynny
naukowiec, pracując nad nowym
projektem
szukał nowej formuły, która
pozwoliłaby mu uruchomić wehikuł
czasu, nad którym pracował
najpierw jego dziadek, potem
ojciec, a teraz on. Jako
dziecko zawsze marzył o podróży
w czasie... Zegar wybił dwunastą
a naukowiec poczuł się bardzo
zmęczony i pomyślał: jestem tak
bliski odkrycia tego wzoru, ale
czegoś mi brakuje... i nie mogę
obliczyć jakiego składnika może
tutaj brakować. Pogrążony nad
stertą papierów i stosów
brudnych naczyń, nie wynoszonych
od dłuższego czasu, poczuł
nagle, że jest bardzo zmęczony.
Może jak się chwilę zdrzemnę,
przyśni mi się rozwiązanie -
pomyślał i nawet się nie
zorientował kiedy długopis
wypadł z jego ręki i poturlał
się w kąt pokoju, a opadająca
głowa opadła bezwładnie na stos
zalegających na jego biurku
kartek... Po chwili zasnął.
Nagle usłyszał głos, był on
niewyraźny, ale dość głośny, by
naukowiec mógł go
zlokalizować. Zerwał się nagle i
półsennym głosem zapytał:
- Kim jesteś? - głos nie
odpowiadał, naukowiec przerażony
tym co się dzieje znów zaczął
pytać:
- Kim jesteś? Co ja tutaj
robię? Czego ode mnie chcesz?
Wtem ujrzał postać. Uśmiechała
się do niego przyjaźnie. Czuł
bicie swojego serca i czuł, że
to, co teraz się dzieje to nie
sen, że dzieje się coś, czego
nie można opisać żadnym prawem
ani według żadnego wzoru. Ale co
się ze mną dzieje, gdzie ja
jestem - myśli przemykały jego
umysł.
Poczuł, że owa postać
zbliżyła się do niego i dotknęła
go - poczuł jak jego ciało
przeszyły dreszcze, ale nie
odsunął się, czekał na to, co
wydarzy się dalej. Postać
przemówiła:
- Jestem twoją muzą, ale Ty
mnie nie znasz, bo Ty jesteś
naukowcem. Nie można mnie
opisać żadnym prawem, wzorem czy
regułą i Ty nie mogłeś mnie
nigdy ani zobaczyć, ani
usłyszeć.
Naukowiec słuchał dalej w
milczeniu. Muza znów dotknęła go
i zapytała:
- A co teraz czujesz?
Naukowiec chwile się
zastanowił i pomyślał. Po chwili
odpowiedział:
- Czuję siły na mnie
działające.
Muza zasmuciła się i
powiedziała:
- To źle czujesz. Tak
naprawdę ja Ciebie nie dotykam,
bo ja jestem w Tobie. Jestem
obrazem Twojej wyobraźni.
Naukowiec zamyślił się i nic
nie odpowiedział.
- Czyżbym się pomylił, czyżby
było coś poza światem
naukowym...
Myśli te nie dawały mu
spokoju. Niespodzianie piękna
kobieta złapała go znów za rękę
i powiedziała:
- Zabiorę cię w podróż.... i
wtem naukowiec poczuł , że
zasypia....
Obudził się i jego oczom
ukazał się niesamowity widok -
wszędzie chmury a z nich
wyrastał wielki szczyt Góry
Olimp. Przetarł okulary, ale
widok nadal był ten sam; gdzie
jestem?- pomyślał. Zobaczył
nagle, że kobieta woła go by
podążył za nią, co też uczynił.
Co chcesz mi pokazać- zapytał; a
tak właściwie to gdzie my
jesteśmy? Muza nagle obróciła
się i przemówiła:
- Zabrałam Cię w tą podróż,
ale jest jeden warunek: nie
możesz nic mówić!!! Możesz tylko
słuchać. Zrozumiałeś?
Naukowiec skinął głową...
Już chciał coś powiedzieć, ale
spojrzała na niego srogo i
zrozumiał, że musi spełnić ten
warunek. Kobieta zaczęła snuć
swą opowieść...
- Człowiek od wieków starał
się stworzyć model „idealnego
człowieka”, który posiadałby
wszelkie cechy godne
naśladowania. W starożytności
człowiek był tylko „marionetką”
w teatrze życia, a wzorcem
wszelkiego dobra byli jakże
wspaniali i wszechwładni Bogowie
Olimpu. Byli nieśmiertelni i
piękni a ludzkie mieli postaci,
ale i przywary ludzkie...
skłonni do pokus i uciech
cielesnych. Wśród nich jeden był
szlachetny i umiłował sobie
człowieka, który bezbronny był
wobec Bogów swoich. Rozdarty
między lojalnością wobec ojca
swego a miłością do matki i
ludzi dokonał wyboru, kierowany
szlachetnymi powodami i
umiłowaniem ludzkości. Ośmielił
się przeciwstawić im - sam syn
Zeusa i śmiertelnej kobiety,
Prometeuszem zwany. Umiłował
sobie on człowieka i dla niego
był gotów się poświecić, za co
poniósł srogą karę. Tylko on
mógł przełamać barierę pomiędzy
tymi dwoma światami - boskim i
ludzkim i dać człowiekowi
nadzieje i siłę do walki o to,
co mu się należy. Człowiek,
początkowo bezbronny, nabrał
siły i pewności siebie.
Otworzyły się dla niego nowe
horyzonty i możliwości, ale
musiał być ten pierwszy, który
przełamał schemat - boskie prawo
naruszył. Wszelkie czyny nasze i
decyzje zawsze niosą za sobą
konsekwencje, które my ponosimy
prędzej czy później.
Naukowiec słuchał i
zastanawiał się, co tak naprawdę
kobieta chce mu przekazać i
czemu ta podróż ma służyć. Znów
ogarnął go sen i kolejne
miejsce, w którym się znalazł
okazało się równie niesamowite
jak poprzednie. Znaleźli się na
pustyni. A muza ciągnęła dalej
swą opowieść:
- Podążając dalej szlakiem
dziejów trafiamy do Biblii, w
której, jak wiemy, fundamentem
są prawa i nakazy Boskie, które
drogowskazem maja być dla
człowieka - istoty boskiej.
Stworzony człowiek został na
podobieństwo Boga i miał ów
człowiek władać Ziemią i
wszelkimi stworzeniami na Niej
żyjącymi. Ale człowiek skłonny
od pokus ośmielił się „zerwać
owoc” z drzewa zakazanego i
uległ złu, które na niego
czekało. Ośmielił się sięgnąć po
to, co złe i niemiłe obliczu
Boga. Powstała alternatywa dała
możliwość wyboru, którego
dokonujemy każdego dnia. Ale czy
to zło nie było konieczne, czy
nie jest ono wpisane w
człowieka? Człowiek rodzi się z
natury dobry. To świat
kształtuje go takim a nie innym.
Każdy z nas obdarowany wolną
wolą może z niej korzystać,
dokonuje wyborów i jest ich
świadom.
Kolejnym przystankiem jak mógł
się domyślić było średniowiecze.
Kobieta znów zaczęła mówić:
- W średniowieczu ideałem
wszelkich cnót był szlachetny i
odważny rycerz gotów poświęcić
swe życie dla Ojczyzny i Boga.
Honorowy i odważny o złotym
sercu i wierny swym ideom,
śmiało patrzący w przyszłość.
Szlachetny i szczerze oddany
swej ukochanej oraz gotów do
największych poświęceń dla dobra
Kraju i Swego władcy. W
średniowieczu spotykamy się z
ogromnym wpływem Kościoła na
życie człowieka, który powinien
przestrzegać przykazań Kościoła
i żyć skromnie i pobożnie.
Przykładem takiego wzoru był św.
Franciszek, który potrafił
zrezygnować z wszelkich dóbr i
majętności. Nawet z miłości
zrezygnował, by poświęcić się
Bogu, którego umiłował ponad
wszelkie inne dobra doczesne.
Pokazał, że można tak wierzyć i
kochać, że wszystko inne nie
jest ważne. Że wszystkie rzeczy,
które mamy, są niczym w
porównaniu z siłą, jaką każdy z
nas ma w sobie. Że wiara czyni
cuda i pozwala nam wychodzić
poza to, co wydaje się być
prawem czy zasadą. Wychodzenie
poza wszelkie schematy czyni nas
wolnym i daje nam ogromną moc.
Niewielu jednak potrafi wyjść
poza nie i nie bać się być
innym.
Tu muza chwile się zatrzymała
a naukowiec podążał za nią
zamyślony... nagle obróciła się
i zapytała:
- A znasz literaturę i
sztukę?
Przytaknął porozumiewawczo.
Ona uśmiechnęła się i
kontynuowała:
- Zatem świetnie, to może
Faust...
Naukowiec dobrze pamiętał tę
książkę, chociaż nigdy nie był
pewien, o co tak właściwie w
niej chodziło.
- Bo widzisz Ty też jesteś
takim Faustem, wiesz? Też
szukasz sensu swojego życia i
też posiadasz wielką moc - moc
własnego umysłu. Podobnie było z
Faustem. Szukał szczęścia, ale
nie mógł go znaleźć. Nawet
oddalił się od Boga i szukał
pomocy u szatana, by owo
szczęście odnaleźć. Bo tak
naprawdę człowiek szczęśliwy
jest wtedy, gdy żyje dla innych
- trwaj chwilo, jesteś piękną.
To co pozornie wydaje się proste
i oczywiste, nie zawsze musi
takim być, bo to do czego dążymy
to tylko pozorne szczęście a to
prawdziwe, które jest tym
jedynym, wymaga nierzadko
poświęceń i wyrzeczeń. O
działaniu człowieka decyduje
dążenie do samorealizacji, która
jest podstawową skłonnością
natury ludzkiej. Jej przejawem
może być miłość, twórczość,
altruistyczne zachowania, rozwój
własnego „ja”. Nie interesuje go
produkt pracy, ale same
przeżycia, Np. twórczość jest
ważna dlatego, że kształtuje
osobę, a nie towar, który można
sprzedać lub kupić. Życie poza
obszarem samorealizacji nie jest
życiem autentycznym i w pełni
ludzkim. Bo człowiek wtedy żyje,
gdy żyje nie dla siebie a dla
innych.
Tu przerwała znów swoją
myśl...
- A co powiesz o dziełach
Szekspira?
Mężczyzna spojrzał na nią
badawczo i wzruszył ramionami.
- Tak myślałam, nic nie
powiesz...
„Zdaje mi się, widzę! Gdzie?
Przed oczyma duszy mojej” tak
zwykł mawiać ten wielki poeta.
Każda z jego postaci ośmiela się
sprzeciwić obowiązującym prawom,
za co zwykle ponosiła karę. I
tak w „Śnie nocy letniej”
ingerencja świata metafizycznego
w świat ludzi żywych skończyła
się wesołymi perypetiami
miłosnymi, co świadczy o bogatej
wyobraźni twórcy, który w tak
wyszukany sposób łączy te dwa,
pozornie odmienne światy, jakże
przekomicznym wątkiem miłosnym.
W Weronie kochanków dwóch
zakazaną miłością zwaśnionych
rodów połączonych czekał nieco
bardziej okrutny los... Targnęli
się oni na swe życie,
przypadkiem nieszczęsnym
zakończone śmiercią obojga.
Lecz miłość ważniejsza była niż
obyczaje czy prawa ludzkie - bo
miłość wieczna jest. Absurdalne,
powie ktoś, ale jakże prawdziwe.
Są rzeczy na Ziemi, o których
nawet filozofom się nie śniło i
targają tym światem moce
silniejsze od broni
najsilniejszej. To pewne jest...
Tu zasmuciła się, ale poczęła
kontynuować dalej swą myśl...
- A Hamlet jakże
nieszczęśliwy był, chcąc
udowodnić zbrodnie w obłęd
popadł wedle zasady, iż cel
uświęca środki... Ale jakże
wielkie poświeceniem to było dla
niego. Zatarły się granice
normalności i szaleństwa tak
dalece, iż sam ofiarą swego
podstępu staję się. Pomysłowość
jego była wielka, kreatywność
ogromna, ale każdy twórca staje
się ofiarą swego dzieła.
Muza poczuła, iż naukowiec
począł rozumieć jej przesłanie.
Postanowiła zakończyć swą
opowieść, przybliżając sylwetkę
dobrze znanej mu postaci.
- A co powiesz o van Goghu?
Szalony artysta czy szaleniec o
artystycznej duszy? Kolor u van
Gogha był środkiem do wyrażenia
wewnętrznych przeżyć w stopniu o
wiele większym niż u innych
artystów. Obrazy van Gogha nie
podobały się jednak ówczesnej
publiczności, która odbierała je
według własnych, odmiennych
kryteriów estetycznych. Artysta
poprzez swoje obrazy wyrażał swe
cierpienie i ból egzystencjalny,
bo twierdził, że tylko one maja
prawo bytu na tym świecie - on
skazany jest na śmierć -
popełnia samobójstwo. Wielu
artystów skazanych było na
cierpienie, niezauważonych za
życia, docenionych po śmierci.
Czymże byłby nasz świat bez nich
wszystkich? W każdym miejscu na
Ziemi od wieków rodzi się taki
ktoś, który pragnie zobaczyć ten
świat takim, jakim on
rzeczywiście jest, ale jaki on
jest – taki, jakim chcemy go
zobaczyć. Każdy z nas decyduje o
sobie, ma tę moc i tylko od
niego zależy jak ją wykorzysta.
Czy przeżyje swe życie
spokojnie, nie próbując nawet
wnieść nic nowego - choćby miało
to nawet oznaczać,
iż sprzeciwia się całemu światu,
czy też może pozostawi go szarym
i bezbarwnym?
Czy wniesie cześć siebie na
przekór wszelkim przeciwnością
losu?
Widzisz teraz, co chciałam Ci
powiedzieć.
Muza zniknęła a mężczyzna
zbudził się w swoim pokoju.
”Hmm to tylko sen - pomyślał,
to... tylko sen”
I nagle zobaczył artykuł w
gazecie i swoje nazwisko i
podpis pod nim... temu, który
ośmielił się być jednym z
pierwszych i pierwszym z wielu. |