|
Przyjaźń to starsza siostra
miłości. Rozsądniejsza, trwalsza
i silniejsza. Potrafi wzniecić
ogień i narodziny swojej
siostry, nie umiera, gdy ona
umrze. Tli się cały czas, pomimo
wszystko.
„Przyjaźnić się” dla
mnie nie odmienia się w czasie
przeszłym tak jak „kochać” czy
„nienawidzić”. Przyjaźń albo
trwa, albo jej nie ma. I nigdy
nie było. I szczęśliwy ten, kto
może powiedzieć, że ma
przyjaciela. I szczęśliwy też
ten, kto ma nadzieję, że takiego
przyjaciela znajdzie…
Podobno przyjaciół poznaje się w
biedzie. Dzisiaj chyba tylko
podobno… ilu jest takich, którzy
wołają do ciebie „my friend!”
wtedy tylko, kiedy czegoś
potrzebują ?
Wtedy, kiedy chcą ci
coś wcisnąć lub coś pożyczyć?
Wtedy, kiedy mają problem?
Wtedy, kiedy w jakiś sposób
możesz im pomóc? Tylko wtedy. Bo
przecież przyjaźń polega na
wspieraniu siebie i pomaganiu.
Obustronnym.
Ale tutaj trzeba
ostrożnie-inaczej łatwo zamienić
się w jednoosobową organizację
charytatywną o jakże wdzięcznie
brzmiącej nazwie „W imię
przyjaźni”. Jeśli do czegoś
takiego dojdzie i staniesz się
prezesem i wolontariuszem w
jednej osobie, warto udać się do
sądu i działalność takową
zarejestrować. Może ktoś
przynajmniej przekaże jakiś 1%.
Wszystko zamyka się w tym, że
ostatnio zamiast słowa
„przyjaźń” można z powodzeniem
użyć słowa „transakcja”. Ty coś
mnie, ja coś tobie i jesteśmy
kwita, mój przyjacielu. A jeśli
nie, stajesz się wrogiem a ja
komornikiem. Tak już jest. I nic
na to nie poradzisz. Lepiej więc
nie robić sobie długów. Lepiej
więc może nie mieć nikogo, kto
zechce dobić targu w imię
przyjaźni. Dziwne są te układy.
Bez papierów, dokumentów,
wszystko jest na „słowo”, na to,
że przecież znamy się od
piaskownicy. A ci, z którymi
zakopywaliśmy kiedyś skarby w
piasku nad morzem, znajdą też
kody do naszych sejfów. I łatwo
im wyciągnąć z nich haczyki, na
których – chcąc nie chcąc - trzeba
będzie powiesić to, o co prosi
nas przyjaciel…
Dlatego zawsze
wprawiają mnie w przerażenie
ludzie, którzy mówią, że mają
wielu przyjaciół. Dlatego nie
chcę by ten ktoś stał się moim
przyjacielem, bo wtedy ja staję
się automatycznie jedną z wielu.
Bo to właśnie miłość
odziedziczyła po starszej
siostrze jednocześnie dobrą i
złą cechę-zazdrość.
I tak sobie istnieją, i
przenikają się wzajemnie i
bardzo nie lubią tłumów.
|