|
Kiedy się
zakochujesz automatycznie
stajesz się zakładnikiem pewnych
mechanizmów.
Mówiąc „kocham” podpisujesz
cyrograf, zgodę na to, co może
zrobić z tobą miłość i druga
osoba.
Miłość przychodzi znikąd albo
rodzi się z przyjaźni. A kiedy
już do ciebie dotrze, wywraca na
drugą stronę twoje „ja”, wyrzuca
w inny wymiar i orbitę. I po
jakimś czasie brutalnie
sprowadza na ziemię.
Jednak pomimo tych
bolesnych upadków ludzie i tak
chcą zobaczyć jak wygląda ten
kosmos.
Po którymś z kolei bolesnym
powrocie na ziemię wiedzą gdzie
i jak lądować, aby się jakoś
specjalnie nie uszkodzić i nie
wydawać niepotrzebnie pieniędzy
na kardiologa. Niektórzy stają
się kotami-mogą mieć tylko
trochę więcej niż siedem żyć.
Inni graczami, którzy na pamięć
znają kolejne plansze i etapy,
znają kody i wszystkie haczyki,
miejsca gdzie można dostać
dodatkowe punkty. Bo już kilka
razy zaliczyli
game over. Są
jeszcze tacy, którzy nabawiają
się panicznego lęku wysokości i
żyją sobie spokojnie patrząc
z
bezpiecznej, niskiej perspektywy
na chmury i gwiazdy.
Miłość to umowa,
kontrakt na czas nieokreślony.
Czasami wyróżnia się jeszcze
tzw. okres próbny.
Nie wierzę w
coś takiego jak wieczna miłość,
później tylko wydłuża się tylko
te „okresy”.
Z powodu wygody lub
przyzwyczajenia – i to wcale nie
jest złe. W takiej sytuacji
stajesz się inwestorem- bardziej
lub mniej rozrzutnym. Bywa że
jedna ze stron trochę
nieświadomie wyjeżdża poza
granice swojego zdrowego
rozsądku planując premie i
awanse. Na przykład na
stanowisko kury domowej albo
pomocy kuchennej. I to też nie
musi być złe. Gorzej jest tylko
wtedy, kiedy trzeba spoza tych
granic wrócić.
Szok może być
podobny do szoku Polaka
powracającego do kraju po 20
latach spędzonych w USA…
Zastanawia mnie
wymówka albo tłumaczenie ludzi
porzucających : „nie możemy być
razem, on/ona ogranicza mnie i
moją wolność”. Teoretycznie
miłość to dawanie wolności
drugiej osobie… to takie
bezgraniczne uwielbienie. To
pisanie bajek i poematów. To
akceptowanie i uwielbienie wad-
wszak ktoś kiedyś rzekł, że
szanuje się za zalety, a kocha
za wady. I chociaż mama
upominała zawsze swojego syna
żeby nie rozrzucał skarpetek,
nie mlaskał, nie siorbał- to ty
i tak uważasz że to urocze i
słodkie. Dawanie wolności
mlaskania? Oczywiście. Czyli w
miłości bankructwo własnej
wolności jest niemożliwe. A
jeśli tak się dzieje, to znaczy
że
to była błędna lokata
emocjonalna… Cuda się jednak
zdarzają. Teoria teorią, a
praktyka praktyką.
A ty jak podpisujesz
swoje kontrakty? Jakieś
intercyzy, spotkania z
adwokatem, szczegółowe czytanie
umów? Pamiętaj, że zwykle
najwięcej zyskują ci, którzy
najbardziej ryzykują.
|