|
Świat
zza kółka kierownicy wygląda
inaczej. Tak, tak, uczę się
jeździć samochodem.
Zwracam
uwagę na znaki, staram się w
jednym momencie ogarnąć to, co
dzieje się wokół mnie.
I wcale
to nie jest takie łatwe, kiedy
drążek (ten od zmiany biegów)
nie zawsze jest posłuszny
a ze
sprzęgłem trzeba jak z kobietą –
delikatnie...
Jazda
po mieście jest jeszcze dla mnie
stresująca, ponieważ zasadę
ograniczonego zaufania zamieniam
w zasadę całkowitego braku
zaufania – w stosunku do
kierowców i pieszych oczywiście.
I tym sposobem przestałam
patrzeć na ludzi jako na "modowe"
obiekty, objawienia stylu i
pomysłowości.
Teraz są to
potencjalne ofiary i
nieobliczalne kreatury, które
mogą nagle wbiec na przejście
dla pieszych
albo – o zgrozo –
po prostu na jezdnię
(niekoniecznie w strefie
zamieszkania).
Bo kto ich tam
wie. Szczególnie niebezpieczne
miejsca to okolice przystanków,
tam z reguły nawet spokojna
starsza pani dostaje
przyspieszenia godnego formuły
1. I jeszcze przejścia dla
pieszych - z sygnalizacją
lub bez
– dla części to i tak bez
różnicy. I tak właśnie z
prędkością 50km/h toczy się moja
mała wojna nerwów. Na razie
jednak wychodzę z niej obronną
ręką- jeszcze „przypadkowo” nie
pomyliłam pedała gazu z
hamulcem.
Jednak tym sposobem nie mam nic
ciekawego ani odkrywczego do
powiedzenia na temat tego,
jak w
sierpniu nosi się miasto. Jak
dla mnie ludzie powinni ubierać
się maksymalnie kolorowo i
odblaskowo.
Bo po pierwsze: są
wakacje.
Po drugie ? JA jeżdżę
samochodem i wtedy stają się
bardziej widoczni...
Taaak,
jasne, że przesadzam :)
|