|
Wakacyjny zapał
został kompletnie zgaszony przez
podobno ogniste jesienne kolory
września. Postanowienia i
obietnice rozbiły się w
kontakcie z szarym betonem
szarych obowiązków.
Tak, tak. Nic nie da się
posklejać. Różowe okulary
zastąpiły te od czytania albo
telewizji.
A w oknach zamiast kolorowych
witraży są lekko przybrudzone
szyby, które na mycie poczekają
pewnie
do Wielkanocy.
Zderzenie z
rzeczywistością tym bardziej
bolesne, że pogoda całkowicie
wakacyjna.
A nawet lepsza... i niestety nie
da się zrzucić lekkiej
wrześniowej depresji na mniejszą
ilość słońca.
Trzeba powiedzieć wprost, że
niby chce się coś pożytecznego
zrobić, ale się nie chce.
Taki rozleniwiający okres to
okres bardzo bolesny w skutkach,
bo nie wszyscy mogą sobie
pozwolić
na powolny i stopniowy rozruch.
Niektórych wrzuca się po prostu
na głębokość Rowu Mariańskiego
po
dwumiesięcznym/miesięcznym/tygodniowym
bujaniu w obłokach na Mount
Everest.
I znowu, niby się umie pływać,
ale fajniejsze i mniej męczące
tutaj jest nurkowanie,
czyli prosto mówiąc zostanie w
tym dole. Powolne opadanie w
dół, coraz mniej do oglądania,
dno,
odbicie i wiosna, i słońce.
Nikomu jednak takich
przygód nie życzę. Podobno
koniec wakacji i lata to idealny
okres
na postanowienia, lepszy niż ten
noworoczny. Co z tego, że beton,
co z tego, że gaśnica w postaci
deszczu (powinna być
teoretycznie)...trzeba się
ogarnąć.
Wiem, wiem, łatwo mówić.
Ale właśnie tego ogarnięcia
optymistycznie i powakacyjnie
życzę.
|