|
|
| |
|
 |
| |
|
Smacznego...
|
Powiadają, że wszystkiego trzeba
spróbować żeby znaleźć to, co
lubi się najbardziej.
Powiadają też, że życie należy
smakować, poznawać i
wypróbowywać mieszanki. I
wymyślać nowe.
Stawać się wybrednym smakoszem i
kucharzem w jednej osobie żeby
móc ocenić,
a wcześniej zgotować sobie taki
a nie inny los.
Lodówka jest czasem bardziej pełna, czasem mniej.
Zdolności też są różne.
Podobno jednak arcydzieło smaku
można wyczarować z czegokolwiek.
Tu jednak dochodzi szczypta
magii związana z kwestią smaku i
łyżeczka niedowierzania,
że można zrobić co? z niczego...
Bywa, że obiad to zupka z
proszku (albo w proszku).
Do wyboru, do koloru, szybko,
łatwo i nieprzyjemnie.
To znaczy wszystkiego po trochu,
nic do syta. Bywa, że obiad to
fast food - znowu szybko,
łatwo i trochę mniej
nieprzyjemnie (względne). Taki
zapychacz, zapycha na chwilę i
żołądek i myślenie.
Na to jest czas. Na siedzenie w
restauracji i czekanie na dobrze
przyrządzone danie już mniej.
Jednak czekanie to taki
wzmacniacz smaku i aromatu, no i
głodu.
Wtedy wszystko smakuje lepiej
niż normalnie. I chyba o to
właśnie chodzi. A zabawa w
kucharza ?
To, co zrobiło się samemu może
smakować lepiej. Odczytuje się
wtedy subtelne aromaty i nutki.
Wyłapuje się smaczki. Łatwiej
stwierdzić czego brakuje, czego
jest za dużo, a czego nie ma
wcale.
Tak, trzeba samemu to odkryć.
Nawet najlepszy i najbardziej
ceniony kucharz nie da nikomu
przepisu
na danie idealne. Powie, że to
kwestia wyczucia i intuicji...
Najlepsze przepisy i recepty
pisze się samemu.
Powiadają, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Co cię
nie otruje, to cię uodporni.
Dobrze powiadają. |
| |
|
red. Joanna Glica |
| |
|
|
|
|
|
|