|
|
| |
 |
| |
|
mowa murów |
Mury.
Kamienni i niemi
świadkowie
przemijających,
ludzkich historii.
Wystawieni na
kąpiele w kwaśnym
deszczu i bezlitosne
promienie słońca,
i tak są o tyle
trwalsi od nas.
Ciekawe ile mogłyby
nam powiedzieć,
gdybyśmy rozumieli
ich mowę.
Są takie miejsca,
które odwiedzamy
regularnie w pewnym
czasie.
Dla innych to zwykła
ulica, ale dla nas
ma duszę.
Bo wiążą się z nią
wspomnienia,
uczucia, emocje i
osoby.
To sceneria dla
elementu naszego
życia. A może nawet
więcej.
Podobno tylko ludzie
mali przywiązują się
do przedmiotów i
miejsc.
Jeśli tak, to jestem
najmniejsza z
małych, bo kocham
pewne okropne,
betonowe i dziurawe
drogi, błysk słońca
w zwykłych szybach,
konkretne drzewo
(niestety już
świętej pamięci -
z pewnością jest w "drzewowym"
raju),
kałuże odbijające
blask właśnie tych
lamp, właśnie wtedy.
Nigdy nie zapomnę
przystanku na ulicy
Bieżanowskiej,
wąskich uliczek
Kazimierza, osiedla
Mozarta wraz z
nieodległym
supermarketem i
parku przy
Kunsthisorisches
Museum w Wiedniu.
I można tak
wymieniać w
nieskończoność i
każdy może.
A jeśli nie, to
niech się czuje
egoistą.
Nie można
zatrzymywać siebie
tylko dla siebie.
Dokonujemy z
otoczeniem wymiany.
Wypełniamy życiem
martwe elementy
architektury, i
bierzemy je sobie na
własność.
Bierzemy je z
deszczem, śniegiem,
palącym słońcem,
śmiechem, płaczem,
strachem czy
radością.
I nie wiem, czy
chciałabym poznać
historię innych
ludzi, do których
należały moje
miejsca.
Dla nich są inne.
|
|
|
tekst: Ania Malik |
|
|