|
Dawno, dawno temu,
tysiące kilometrów stąd, w Kraju
Kwitnącej Wiśni, tam,
gdzie żyją
piękne gejsze i dzielni
samurajowie, w ojczyźnie sushi i
sake...
No, może nie aż tak
dawno- reszta się zgadza. To
opowieść o ludziach, którzy
wiedzą co noszą,
o
indywidualistach, o tych, co
cenią oryginalność i nie boją
się wyrażać siebie.
To opowieść
szaleńczo kolorowej ulicy, a nie
szarych tłumów. Jednym, a raczej
dwoma słowami: street fashion.

Jak niejasno zostało
powiedziane wyżej, street
fashion narodził się w Japonii.
Dlaczego w dalekiej Azji? Hm,
dla większości Europejczyków
Azjaci, w tym także Japończycy
wyglądają prawie identycznie...
Dla siebie samych chyba też. Jak
powszechnie wiadomo Japonia to
nie jest typowy azjatycki kraj,
przynajmniej jeśli chodzi o
technologię, przemysł i
gospodarkę. Z wysokim postępem
wiąże się także pewnego rodzaju
„uniformizacja” – uczniów w
większości szkół obowiązują
mundurki, ludzi pracujących
ściśle określone stroje w
postaci garniturów, garsonek,
koszul, krawatów, obcasów...
Skutecznie ogranicza to pole
manewru w modzie zakładające
wyrażanie siebie i swoich
przekonań. Jasne, można skrócić
spódniczkę od mundurku, umalować
się albo zrobić oryginalną
fryzurę. Jednak dalej pozostaje
to strój szkolny.
Nie dziwi więc, że młodym
ludziom zaczęło to przeszkadzać.
Wynikł z tego pewnego rodzaju
bunt przeciwko uniformom, który
objawia się w maksymalnym
wykorzystaniu – jeśli chodzi o
dowolność ubioru- weekendów,
popołudni i dni wolnych od nauki
bądź pracy.
Tak właśnie narodził
się street fashion – styl dużych
miast, moda ulicy. Szybko
przeniknął na pozostałe
kontynenty, zadomowił się w
wielkich miastach. Cechą
charakterystyczną jest brak
jakichkolwiek ograniczeń
jeśli chodzi o fason,
zestawianie kolorów, dodatki.
Słowem: pełna dowolność.
Pamiętam jak kilka lat temu
przeglądając kolorowe magazyny o
„modzie” czasem rzucały mi się w
oczy zdjęcia ekstrawagancko
ubranych młodych Japończyków.
Komentarze pod fotkami były
różne, od krytyki wszystkiego,
przez łaskawą tolerancję
dziwności aż po zachwyty nad
odwagą młodzieńca. A ja się
dziwiłam, że można ubrać się
dokładnie tak jak się chce, ze
swoją wizją siebie i nie
zwracając uwagi aktualne trendy.
Później dotarło do mnie, że to
pewnego rodzaju moda, w której
modne jest wszystko. Pod
warunkiem, że tobie się to
podoba i dobrze się w tym
czujesz.
Street
fashion to taka ostra jazda po
bandzie dobrego smaku i gustu
jeśli chodzi o ubiór.
To maksymalnie ekstrawagancki,
gadżeciarski, odejchany i
kolorowy styl. Ale tutaj też
istnieją pewne reguły,
bo nie sztuką jest założyć na
siebie wszystko co akurat ma się
w szafie, sztuką jest aby fajnie
w tym wyglądać. Zabawa strojem i
dodatkami, makijażem, fryzurą to
zabawa trudna.
Trzeba uważać
żeby nie skończyć jak clown
żonglujący setką breloczków,
kolczyków i tysiącem innych gadżecików. |